Maybe it's time for miracles...
Prolog:
Noc. Choć od tamtego momentu minęło już 6 lat, wciąż czuję jak na samo wspomnienie o nim moje serce przeszywa ból i cierpienie. Jednak ciągle nie mogę zapomnieć jego cudownego uśmiechu, zapachu lub tego w jaki sposób mnie przytulał. Czułam się przy nim dobrze. Wówczas nic innego prócz niego mogło dla mnie nie istnieć.
Z drugiej strony, nie chciałam go zatrzymywać. Moja miłość byłaby dla niego obciążeniem, byłaby w pewnym sensie przeszkodą stojącą na drodze jego życiowym celom. Jeśli czuł się tu nieszczęśliwy, cieszę się, ze odszedł. Pochodziliśmy przecież z dwóch różnych światów. Nasza miłość nie miała głębszego sensu. Była bez przyszłości.
Próbowałam zapomnieć. Jednak rana jaką po sobie zostawił jest w ciąż otwarta.
Może... może gdyby moje serce przestało bić poczułabym się lepiej. Jeśli w ogóle czułabym cokolwiek...
boskie
OdpowiedzUsuńCzekam na rozdziały.
OdpowiedzUsuńPiekne :] Mam nadzieje ze bedzie dalsz rozwiniecie. Prosze o informacje :niebieskieoczeta.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńPozdrawiam